Pokazywanie postów oznaczonych etykietą początkujący. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą początkujący. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 października 2015

Globish

Globish  
a simplified version of English used by non-native speakers, consisting of the most common words and phrases only

Globish jest językiem, czy też formą języka wymyśloną przez Jean-Paul'a Nerriere'a. Nerriere obiecuje, iż dzięki Globish dogadanie się po angielsku w podróży biznesowej czy też na wakacjach nie będzie dla nas żadnym problemem.




Więc, jeszcze raz czym jest Globish? W skrócie, Globish to po prostu okrojony język angielski. Cały Globish liczy tylko 1500 słów, a gramatyka jest znacznie uproszczona. Słowniczek Globish znajdziecie tutaj (niestyty nie ma wersji globish'owo-polskiej). A książkę do błyskawicznej nauki i łatwej komunikacji można kupić za jedyne $9.95 ;) Zanim jednak wydacie 3 dychy przeczytajcie czy Globish jest naprawdę dla was.

Główną zaletą Globish jest jego prostota. Video, na którym Nerriere zachęca nas do spróbowania 'jego' języka jest w całości nagrane w Globish. Uwaga: francuski akcent nie jest wymagany do nauki Globish :) Właśnie dzięki tej prostocie, jesteśmy w stanie nauczyć się Globish w miarę szybko. Ale uwaga: nie ma co liczyć na cuda. Każdy z nas ma własne tempo nauki, a słówka, bez względu czy są to słówka w Globish czy English, i tak trzeba wkuć.

I tutaj kolejna moja dobra rada: nie uczcie się słówek na wyścigi. Jasne, że można przysiąść i nauczyć się 30 słówek dziennie, a następnego dnia zakuć kolejne 30, ale ile z tych słówek będziecie pamiętać po pół roku? Ile z tych słówek przyjdzie wam do głowy kiedy będą potrzebne? Jak szybko ułożą się w zdanie?

Jeżeli już zakuwać słówka to z częstym powtarzaniem i zabawą nimi. Chcecie się uczyć 30 słówek dziennie? Proszę bardzo, ale powtórzcie je następnego dnia, a potem za dwa dni, spróbujcie ułożyć z nowych i starych słówek zdania, a potem wróćcie jeszcze raz do tych słówek po tygodniu, miesiącu i za pól roku. Tylko wtedy możecie mieć jako taką pewność, że wskoczą wam one na język wtedy gdy będą potrzebne.

Następną zaletą Globish, albo i zwykłym stanem rzeczy, jest to, że tzn. non-native speakers (czyli osoby dla których angielski nie jest językiem ojczystym) często posługują się uproszczonym angielskim i łatwiej im porozumieć się z innymi non-native speakers, ponieważ ci też najczęściej posługują się uproszczonym angielskim. No tak, z mojego doświadczenia wynika, że w większości wypadków tak jest. Ale, ale.. skoro już opanowaliśmy tych 1500 słówek i całkiem dobrze się nam rozmawia, to może lepiej zwolnić tempo i nadal od czasu do czasu nauczyć się słówka lub dwóch. Zresztą, jeżeli mamy kontakt z językiem, to wiele słówek wpada nam do głowy mimowolnie... Podsumowując, Globish jest fajny jako start, ale jak już zaczniemy raczkować to dlaczego nie spróbować wstać i przejść parę kroków?

Nerriere mówi też o kolejnej zalecie Globish, mianowicie o jego kosztach, które są znacznie niższe. Nauczenie się Globish jest tańsze, przede wszystkim ze względu na czas, który poświęcamy na jego naukę. Krótszy kurs zwykle oznacza niższe opłaty. Po drugie, unikamy płacenia za tłumaczenie. Biznesmeni nie muszą płacić za profesjonalne tłumaczenia, a turyści idą kupić 1-dniową wycieczkę to lokalnego pośrednika zamiast przepłacać w biurze podróży. O ile nie jestem pewna czy każda branża może poradzić sobie używając tylko 1500 słów (co ze słówkami typowo medycznymi czy technicznymi), a tyle jestem pewna, że Globish wystarczy do zamówienia miejsca w hotelu czy wykupienia tańszej wycieczki.

Szybko, efektywniej, pewniej. Dla wielu z nas są to podstawowe kryteria wyboru kursu i metody nauki języka angielskiego. I Globish naprawdę dobrze je spełnia. To prosty język stworzony do prostej komunikacji i wszyscy, którym to wystarczy będą z niego zadowoleni :) A ja wierze, że osoba raz 'zarażona' językiem, zaczyna odkrywać jego możliwości i chcąc nie chcąc do niego wraca :)


Dodatki :)

Poniżej, video w którym profesor David Crystal mówi o tym jak język angielski przestaje 'być własnością' native speaker'ów, a przechodzi w ręce non-native speakerów, którzy zaczynają mieć coraz większy wpływ na to jak 'wygląda' język angielski.




Dodatkowo do poczytania:










wtorek, 6 października 2015

What Do They All Have In Common ?



Na początek, przegryźmy idiom: in common, później przejdziemy do znacznie smaczniejszego słowotwórstwa (word building, word formation).

Żeby nie było, że wszystko podaje wam na talerzu, pięknie przybrane marchewką i zdechłą pietruszką, najpierw sami spróbujcie pobawić się w detektywa i przy pomocy wskazówek z poprzedniego postu (wiecie, tego o 'księżycu') spróbujcie zgadnąć znaczenie idiomu in common.

Wskazówka pierwsza: spójrzcie na cała wypowiedź, jaki jest jej kontekst, jaki jest jej cel? Mnie to przypomina cytat bez autora, taka 'mondrość z interneta' rzeką płynąca.

Wskazówka druga: przyznajcie się, ile słówek znacie? ile słówek wam się kojarzy? Mogę się założyć, że znacie większość. Interests, opinions, experiences to słówka, które są już najczęściej znane pod koniec kursu dla początkujących znawców języka angielskiego. Słówkami friendship i weirdness, zajmiemy się później, ale znowu założę się, że znacie takie słówka jak friend i weird. A i jeszcze szybko zerknijcie na funkcje albo (prościej) na miejsce in common w zdaniu? Co ono tam robi dobrego?

Wskazówka trzecie: puszczamy wodze fantazji i wymyślamy sobie znaczenie słowa in common.

Wskazówka czwarta czyli troszkę słowotwórstwa dla tych, którzy wiedzą co znaczy przymiotnik common, a może on znaczyć sporo rzeczy, np. wspólny, zwyczajny, powszechny, ogólny itd.

Ok, po wysiłku czas na nagrodę czyli odpowiedź, po angielsku najpierw, żeby nie było za różowo :)


in common, in joint possession or use; shared equally.

No ekstra, ale jak to to używa się w zdaniu. In common, najczęściej łączy się z have something in common (with someone or something) czyli po polsku mieć coś wspólnego (z kimś czymś). Popatrzmy na przykłady:

They have a love of adventure in common.
Bill and Bob both have red hair. They have that in common with each other.
Bob and Mary have a lot in common. I can see why they like each other.
What does the new model have in common with earlier versions?
The two women had absolutely nothing in common.

Podsumowując, jeżeli mówimy:

I have a lot in common with my friend. tzn że; mam dużo wspólnego z moim przyjacielem/przyjaciółką.
I have little in common with my mum. tzn że; mam z nią mało wspólnego.
I have nothing in common with my enemy. tzn. że: nie mam nic wspólnego z moim wrogiem.


Ok, uporaliśmy się z przystawką, czas na 2nd course (drugie dnie) czyli słowotwórstwo. Chyba, coś jest ze mna nie tak, ponieważ ja uwielbiam słowotwórstwo - dla mnie to jak zabawa w detektywa, tropimy wskazówki w jednym małym słowie i z nich wyciągamy wnioski co do znaczenia danego słowa. Wytrawny tropiciel słów, nie musi nawet zaglądać do słownika, żeby znaleźć znaczenie nowego słowa.

Weźmy na początek, dla rozgrzewki, takie słowo jak autobiografia. Rozkładamy ją na części i co mamy:
A co mówi nam słownikowa definicja:

au·to·bi·og·ra·phy
noun, plural au·to·bi·og·ra·phies.
a history of a person's life written or told by that person.

 Widzicie jak bardzo 'zgadywana' definicja pokrywa się z tą słownikową? Niewątpliwą zaletą znajomości podstawowych zasad słowotwórstwa (plus szczypty wyobraźni) jest to, że pomaga nam ono rozbudować nasz własny słownik bez ciągłego zaglądania do wielkiego tomiska stającego na półce. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko słownikom! Po prostu uważam, że czasami nie ma sensu odrywać się od dobrej książki tylko po to żeby sprawdzić jeden wyraz. Drugą zaletą jest to, że znając podstawowe zasady słowotwórstwa łatwiej jest wam zapamiętać nowe wyrazy, ponieważ po pierwsze: uczycie się ich na zasadzie skojarzeń, po drugie: znajdujecie dla nich miejsce wśród wyrazów które już istnieją. Aby to lepiej zobrazować, użyje wyrazów, które pojawiły się w naszym cytacie czyli friendship i weirdness.

Ale od początku.. W poprzednim poście, wspomniałam już o rdzeniu (root), przedrostkach (prefixes) i przyrostkach (suffixes). Dzisiaj zajmiemy się kawałkiem teorii ze świata przyrostków (suffixes). Te małe brzdące (dodane na koniec danego słowa) potrafią nie tylko zmienić znaczenie tego słowa, ale także zamienić je z przymiotnika na rzeczownik na przykład. Dzisiaj zajmiemy się tylko najpopularniejszymi przyrostkami, tworzącymi rzeczowniki.

-ment
excitement, enjoyment, movement

-ity
identity, security, productivity

-hood
childhood, motherhood, neightbourhood
Tworzy rzeczowniki abstrakcyjne, często związane z rodziną lub jakimś etapem życia
-ship
relationship, partnership, membership
Tworzy rzeczowniki abstrakcyjne, zwykle dotyczące związków
-tion
revolution, production, introduction
Używany do tworzenia rzeczowników z czasowników
-ness
hapiness, sadness, weakness
Używany do tworzenia rzeczowników z przymiotników

Rozszyfrowaliście już friendship i weirdness? Sprawdźmy:



Jest jeszcze jeden powód, żeby polubić się ze słowotórstwem: jest ono wymagane zarówno na maturze rozszerzonej, jak i na egzaminach FCE, CAE, itp. (patrz: Use of English).


wtorek, 29 września 2015

The Moon and Other Indecent Body Parts




Czy wiecie, co znaczy słówko moon? Księżyc - krzyknęliście chórem. Ale, ale.. popatrzmy przez chwilę na obrazek. Dwaj chłopcy patrzą rozmarzeni w niebo. Starszy chłopiec patrzy na białe linie na niebie pozostawione przez samoloty i wyobraża sobie, gdzie i po co lecą ich pasażerowie. Młodszy patrzy na chmury i mówi: I see Hello Kitty mooning me. Czy wiecie, co chłopiec ma na myśli?

Uwaga / dobra rada: czytając tekst (krótki czy długi, powieść czy artykuł) nie lećcie po słownik z każdym słówkiem, którego nie rozumiecie. Po pierwsze, takie zaglądanie co rusz do słownika odrywa was od głównego tekstu. Po drugie, jeżeli rozumiecie 10 innych słówek, a tylko to jedno jest wam nieznane to prawdopodobnie możecie się obejść bez jego znajomości (ewentualnie zaspokoicie swoją ciekawość później). Po trzecie, możecie spróbować domyślić się, co takie słówko znaczy, a dopiero potem sprawdzić jego znaczenie w słowniku (opcja dla ambitnych). Po czwarte (dla tych, którzy wybiorą opcje pod tytułem: najpierw 'tropie' wskazówki, potem zaglądam do słownika): dzięki takiemu małemu wysiłkowi intelektualnemu, słówko lepiej 'wpasuje się'/ 'skojarzy się' ze słówkami, które już znacie i zostanie w waszej makówce na dłużej :)

Szukanie wskazówek (reading clues) może być fajną zabawą, ale dla wytrawnych czytelników raczej nie będzie to nic nowego, ponieważ często robimy to automatycznie. Więc tych wytrawnych, z góry przepraszam, ponieważ mój wpis będzie dla was laniem oczywistych oczywistości.

Chętnych i niezrażonych długością oraz 'naukowością' posta zapraszam do rozszyfrowania słówka mooning.

Pierwsza wskazówka: Spójrzmy na cały tekst, a przynajmniej na jedno zdanie do przodu i do tyłu od naszego podchwytliwego słówka. Czy rozumiecie kontekst wypowiedzi? Chłopcy patrzą w niebo. Młodszy chłopiec mówi: I look at that fluffy cloud and I see Hello Kitty mooning me and then I move on. Czy mniej więcej 'łapiesz' o co mu chodzi? Rzeczowniki, użyte w zdaniu są dosyć łatwe: look at (patrzeć na), see (widzieć); jedynie move on (ruszyć się, przejść, pozostawić coś za sobą, itd.) jest trochę trudniejsze. Rzeczownik: cloud (chmura) i różowa Hello Kitty też pewnie nie są wam obce. Tak więc, wiemy, że rozumiemy większość wypowiedzi.

Druga wskazówka: Popatrzmy, jaką częścią mowy jest dane słowo, albo nawet jaką funkcję pełni w zdaniu. Tym razem skupiając się tylko na wycinku: I see Hello Kitty mooning me. Mooning przybiera formę rzeczownika. 'Mówi' nam co robi chmura Kitty.

Co już wiemy? Znamy wszystkie słowo (lub większość) oprócz mooning. Wiemy, że Hello Kitty to chmura, która coś 'robi' małemu chłopcu (mooning me).

Trzecia wskazówka: wyobraź sobie, że wiesz co dane słowo znaczy albo w miejsce słowo mooning wstaw słowo, które znasz. Wybrane słowo musi spełniać dwa warunki: 1. pasować w zdaniu, 2. pasować w kontekście.

Np. I see Hello Kitty watching me and then I move on
       I see Hello Kitty smiling at me and then I move on.  Uwaga: tu nam się
       pojawiło at.
       I see Hello Kitty reading me and then I move on

Czwarta wskazówka: popatrz na samo słowo, sprawdź roots (rdzenie), suffixes (przyrostki) i prefixes (przedrostki). Mooning nie pozwala nam na zbytnie wykazanie się wiedzą ze słowotwórstwa, ale spróbujmy. Moon jest rdzeniem słowa (niestety nie mówi nam to zbyt dużo), a końcówka -ing, zwraca nam uwagę, iż jest to forma rzeczownika.

Podsumowując: Mamy dwóch chłopców patrzących w niebo. Młodszy ogłada chmury, z których jedna przypomina mu Hello Kitty. Wiemy, że nasza chmura Kitty coś robi, ponieważ to wynika z formy słowa: mooning (koncówka -ing) oraz z miejsca tego słowo w zdaniu. Być może to coś, co robi dana chmura jest związane z księżycem, co sugeruje nam rdzeń słówka czyli moon. Ale puszczamy wodze wyobraźni i zgadujemy, że chmurka Kitty może obserwować małego chłopca, uśmiechać się do niego lub też uważnie go do studiować, próbować go odczytać, tak jak on ją.

Sprawdźmy czy mieliśmy rację. Według słownika słówko moon jako czasownik ma 4 definicje:
  1. to act or wander abstractedly or listlessly: You've been mooning about all day.
  2. to sentimentalize or remember nostalgically: He spent the day mooning about his lost love.
  3. to gaze dreamily or sentimentally at something or someone: They sat there mooning each other.
  4. Slang. to expose one's buttocks suddenly and publicly as a prank or gesture of disrespect.
Definicje 1 i 2 łączy wyraz to moon z about i w kontekście nie za bardzo pasują nam do naszego zdania.
Natomiast, definicje 3 i 4 zaspokajają naszą ciekawość co do znaczenia mooning w naszym zdaniu, oraz podpowiadają nam gdzie 'się schował' żart w obrazku. Według definicji 3, chmurka Kitty spogląda z rozmarzeniem na chłopca. Według definicji 4: chmurka Kitty pokazuje chłopcu pupę. I o ile, możemy się domyślać, iż młodszy chłopiec miał na myśli mooning z definicji 3, o tyle chłopiec starszy chyba myśli o mooning z definicji 4, ponieważ mówi: I'm trying to stop thinking about something now

Uwaga: użycie słówka moon zgodnie z def. 4, obecnie staje się bardzo popularne, więc należy uważać :)
Przykłady: OMG, that hottie just mooned us! I'm so stoked.
                 Jim got sent to the principal's office for mooning in school today.
                 (Jim prawdopodobnie nie został posłany do dyrektora za 'patrzenie się
                  z rozmarzenie')


Słówko moon w pewnych sytuacjach (zdecydowanie mniej powszechnie), może zastąpić słowo tyłek/dupa (ass). Według jednego z wpisów na Urban Dictionary:  
When in situations where the word ass is verboten (eating dinner with older relatives, giving a speech in English class at school, or talking on radio or tv), the word "moon" is an acceptable substitute for "ass. E.g. He is such a moon!, instead of He is such an ass!.
I w tym momencie, przechodzimy do części ciała, o których nie uczą nas w szkołach, a których znajomość się przydaje, nawet jeżeli sami grzecznie twierdzimy, że nie używamy słownictwa tego typu ;) Myślę, że Ronni, wytłumaczy wam to najlepiej.





wtorek, 1 września 2015

D.E.A.R stands for Drop Everything And Read

Czasami zastanawiam się dlatego czytanie książek po angielsku nie było ode mnie wymagane przez polskie nauczycielki języka angielskiego. Natomiast, jedną z pierwszych rzeczy, które robiliśmy na początku roku, rozpoczynając lekcje w Anglii (jakikolwiek poziom) było: albo zapoznanie ze szkolną biblioteką (i obowiązkowe wypożyczenie kilku książek), albo utworzenie tzw. Reading Diary, w którym każdy powinien mieć wpisaną co najmniej jedną przeczytaną książkę miesięcznie.

Zaraz, ktoś się pewnie oburzy, że przecież w Londynie jest znacznie łatwiej dostać angielską literaturę i jest ona relatywne tańsza. A jednak, dla chcącego nic trudnego. Jest allegro i insze giełdy używanych książek, plus wiele książek można znaleźć w formacie pdf. 

Dla tych, którzy boją się od razu skoczyć na głęboką wodę i zanurzyć w angielskiej literaturze pięknej, polecam serie książek McMillan Readers i Penguin Readers. Książki tych wydawnictw są zwykle adaptacjami słynnych powieści, które zostały dostosowane do 6 poziomów zaawansowania. Tak więc, nawet początkujący znajdą dla siebie coś do poczytania na dobranoc. Niestety, wadą tych książek jest zwykle ich cena, więc jeżeli komuś niekoniecznie zależy na oryginale, polecam zajrzeć w zęby gryzonia, np. tu i tu.

Tym, który chcieliby spróbować popływać w literaturze, polecam wody amerykańskie najpierw. Być może to jest moje subiektywne wrażenie, ale proza amerykańska wydaje mi się być nieco łatwiejsza od brytyjskiej.

Na pierwszy raz polecam ulubienice nastolatków i Hollywood (niestety) - Stephanie Meyer. Ekranizacje jej książek pozostawiają wiele do życzenia, a i same książki nie są najwyższych lotów, ale właśnie przez to łatwo i przyjemnie się je czytana.




Szczególnie zła jestem na ekranizacje The Host i tłumaczenie tytułu na język polski jako Intruz. Książkę przeczyłam szybko, w około dwa dni, bo po prostu mnie wciągnęła. Tak jak film był mdły jak kilo cukru i płaski jak Holandia, tak książka miała wiele warstw i czasami doprowadzała do płaczu jak.. cebula :) Hollywood zdaję się uwielbiać Meyer's za to, że w jej książkach wszystko wydaje się kręcić wokół miłości i wampirów. Wampirów w The Host - brak, ale miłości jest cała masa. Niestety, Hollywood uznaje tylko miłość romantyczną, czasami jeszcze rodzicielską i tak własnie zbudowany jest film. Natomiast, książka ukazuję pełen wachlarz miłości: miłości namiętną i romantyczną, bezwarunkową i trudną, z poczucia obowiązku i z zaangażowania, która zabija, żeby chronić i która rodzi się z nienawiści. Do tego w książce mamy nienawiść, zazdrość, pożądanie, strach, niepewność, chęć zemsty, osamotnienie, potrzebę przyjaźni i zaufania.. ta mieszanka naprawdę wciąga.

Meyer unika moralizowania, ale książka rodzi i pozostawia w głowie sporo pytań. A literatura dająca do myślenia to moim zdaniem dobra literatura, więc zapraszam do czytania :)

Tutaj, znajdziecie początek (prologue) książki The Host, dzięki któremu, mam nadzieję, zobaczycie jak łatwo i przyjemnie czyta się powieści w oryginale. A tutaj, cała książka w pdf. 


Dodatkowo do poczytania:





niedziela, 8 marca 2015

Rock, Paper, Scissors, Lizard, Spock

Stara wersja gry kamień, papier, nożyce została udoskonalona poprzez dodatnie dwóch nowych elementów: jaszczurki (lizard) i Spock'a (wiecie, tego ze Star Trek'a). Grę polecam to podejmowania 'trudnych' decyzji, typu: idziemy do kina we wtorek czy środę, ale też do ćwiczenia czasu Present Simple dla tych, którym ciągle 'zapomina się' o s w 3 os. l. poj.


A oto instrukcja rysunkowa 'udoskonalonej' gry.



Czyli:

Scissors cut paper.      
Uwaga: Czasami używamy rzeczownika w liczbie mnogiej dla określenia jednej rzeczy. Tak właśnie dzieje się w przypadku scissors (nożyczki), glasses (okulary), trousers (spodnie), jeans itd. Gramatyka angielska działa tu mniej więcej tak jak gramatyka polska. Czyli po polsku powiemy: Nożyczki ostre, a po angielski: Scissors are sharp. Mamy na myśli jedną rzecz, ale odmieniamy czasownik tak jakbyśmy mówili o liczbie mnogiej. Inny przykład: These trousers do not belong to me lub Scissors do not crush lizard.
Paper covers rock.
Rock crushes lizard.          
Uwaga: Do wyrazów zakończonych w bezokoliczniku na: -ss, -x, -sh, -ch; np. pass, fix, crush, watch, dodajemy końcówkę -es zamiast samego -s. Inaczej ciężko byłoby nam je wymówić. I tak mamy: passes, fixes, crushes, watches
Lizard poisons Spock.
Spock smashes scissors.
Scissors decapitates lizard.
Lizard eats paper.
Paper disproves Spock.
Spock vaporises rock.
Rock crushes scissors.


Mały słowniczek:

to cut - ciąć, kroić
to cover - okryć, przykryć
to crush - zgnieść
to poison - otruć, zatruć
to smash - rozbić, miażdżyć
to decapitate - ściąć komuś głowę
to eat - jeść
to disprove - obalać np. jakąś tezę
to vaporise - parować, zamienić w pył


Filmiki instruktażowe z Sheldonem z Big Bang Theory.








niedziela, 1 marca 2015

Couch to 5K

Podobno cała Polska biega lub jeździ na rowerze. Podobno...

Tym, którzy chcieliby zacząć biegać, ale bliżej im do couch potato niż exercise freak, chciałabym polecić program, który mnie wciągnął w bieganie i sprawił, że byłam w stanie przebiec 5 kilometrów po 10 tygodniach ćwiczeń. 

Moim zdaniem, program jest świetny, ponieważ po pierwsze: pozwala ci zacząć od naprawdę niskiego poziomu, po drugie: masz jasno wyznaczony cel, z dokładnie określonym czasem na jego wykonanie, po trzecie: jesteś w stanie monitorować swoje postępy i obserwować jak tydzień po tygodniu twoje możliwości wzrastają, po czwarte: czujesz się tak jakbyś biegał z osobistym trenerem; wystarczy, że ściągniesz nagranie na mp3 i nie musisz się już o nic martwić, po piąte: nagranie jest promowane przez NHS (czyli taki brytyjski odpowiednik NFZ), co pozwala sądzić, iż jest one bezpieczne i rozsądnie zaplanowane, po szóste: możesz troszkę poćwiczyć swój angielski wsłuchując się w to co do ciebie mówi trenerka. Chyba koniec już tego zachęcania :)

Przejdźmy to tego jak to działa. Tytuł programu to: Couch to 5K czyłi z kanapy do 5 kilometrów.
Uwaga: K jest skrótem od thousand i podobno pochodzi z języka greckiego. Przykłady użycia: The 10K run is a long-distance road running competition over a distance of ten kilometres. lub My husband earns 40K a year. lub How much a month would a 120k house cost over a 25 year mortgage on a combined income of 45k a year.

Program jest zaplanowany tak, abyś zaczynając od zera (czyli zejścia z kanapy), ćwicząc 3 razy w tygodniu po około 30 minut, był w stanie przebiec w całości 5 kilometrów w 9 tygodniu ćwiczeń. Jeżeli jednak z jakiegoś powodu nie uda ci się dokończyć jednego z tygodni, powtarzasz go do skutku (czyli zwykle jeszcze 1 tydzień lub 2) i dopiero potem przechodzisz do ćwiczeń z następnego tygodnia. I tak w moim przypadku, cały program zajął mi 10 tygodni, ponieważ powtarzałam tydzień 6. Ważne jest, żeby ćwiczyć regularnie, zostawiając sobie dzień przerwy na zregenerowanie między treningami, czyli NIE ćwiczymy poniedziałek, wtorek, środa a potem cztery dni przerwy do następnego treningu, ale staramy się ćwiczy np. w poniedziałek, potem jeden dzień przerwy, trening w środę i znowu dzień przerwy i tak dalej.

Plan treningu wraz z nagraniami możecie ściągnąć z tej strony: Couch to 5K running plan.

Dla lepszej orientacji, jak wygląda program, zamieszczam plan pierwszych trzech tygodni pod spodem. 

Tydzień 1: zaczynamy od 5 minutowej rozgrzewki czyli szybkiego marszu, potem zaczynamy 60 sekundowy, niezbyt szybki bieg, po którym przechodzimy w szybki 90 sekundowy marsz. I tak na zmianę. Ale tak jak pisałam wcześniej, wcale nie musicie martwić się o patrzenie na zegarek, ponieważ pani z nagrania zawsze powie wam kiedy robić co. Kończymy 5 minutowy marszem, który ma za zadanie nas schłodzić.

Tydzień 2: znowu zaczynamy od 5 minutowej rozgrzewki, a potem na zmianę 90 sekund biegu i 2 minuty marszu.

Tydzień 3: najpierw rozgrzewka, a potem dwa cykle: 90 sek biegu i 90 sek marszu i dwa cykle: 3 min. biegu i 3 min. marszu.

I tak dalej, aż dojdziecie do 30 min. nieprzerwanego biegu.

Warto też zajrzeć na stronę NHZ, ponieważ oferuje ona wsparcie innych biegaczy (i możliwość ćwiczenia pisania po angielsku) oraz pomocne rady (czyli ćwiczmy reading comprehension).

Powodzenia! :)

niedziela, 1 lutego 2015

Don't be afraid to ask

Komunikacja werbalna (trudne słowo), czyli po prostu gadka, jest dla wielu osób najtrudniejszym aspektem nauki języka obcego. Zwykła pogawędka wymaga nie tylko mówienia, podczas którego próbujemy zebrać i zsynchronizować (na dodatek w krótkim czasie) swoją wiedzę odnośnie gramatyki oraz słówek, ale także słuchania, miejmy nadzieje, że ze zrozumieniem, drugiej osoby.

Do tego, czasami jeszcze dochodzi nasz stres lub wręcz nawet strach przed nieznaną sytuacją, być może także nieznaną osobą. Tchórzymy, że czegoś nie zrozumiemy, albo że będziemy brzmieć śmiesznie.

Obaw jest tyle, co osób uczących się języka. Lęk wydaje się być tym większy, im dłużej czekamy z rozpoczęciem mówienia w obcym języku. Czekamy, aż będziemy znać cały słownik i książkę z gramatyki, ale i tak nasze mówienie, bez praktyki, wychodzi nam słabo. Zamykamy, wieć paszczę albo odbąkujemy pojedyńcze słówka, tak żeby to niby było, że jesteśmy grzeczni, ale małomówni z natury.

A powinniśmy być dumni, że uczymy się języka obcego. I chwalić się tym przy każdej okazji!

Co zrobić, żeby mówić z pewnością siebie godną Johnnego Bravo?

Moja pierwsza rada: przyzwyczaj się do brzmienia swojego głosu w obcym języku! Ucząc się słówek lub całych zdań, powtarzaj je na głos. Język i usta musi się przyzwyczaić do swojego miejsca, a uszy do tego co słyszą :)

Rada numer dwa: nie czekaj z mówieniem do wyjazdu za granicę. To jak rzucenie się na głęboka wodę bez umiejętności pływania. OK, są osoby, które wypłyną na powierzchnie, ale większości nie uda się nawet wskoczyć do wody albo będą tak przerażone sytuacją, że oczywiście wypłyną (bo mówienie naprawdę nie jest takie trudne:)), ale następnym razem zastanowią się dziesięć razy zanim spróbują ponownie.

Kolejna rada: próbuj mówić jak najczęściej! Nie musisz od razu mówić po angielsku, ale próbuj mówić po angielsku. To nie musi (i nie będzie) od razu płynna, literacka mowa, ale uczysz się na każdym błędzie, więc im więcej ich zrobisz, tym lepiej będziesz mówić w przyszłości.

Na początku, twoim celem jest komunikacja, czyli powiedzenie osobie, z którą rozmawiasz o co ci chodzi.
I tak długo jak na końcu rozmowy twój rozmówca wie, czego od niego oczekujesz, twoje mówienie jest sukcesem. No i co z tego, że wspomagasz się przy tym językiem migowym, albo pytasz po trzy razy o tą samą rzecz!  Liczy się to, że jeżeli poprosiłeś o szklankę wody, to ją dostałeś. Z czasem, nabierzesz wprawy i będziesz prosił nie o szklankę wody, tylko o numer telefonu od dziewczyny lub chłopaka z klubu.

Poniżej, video od jednej z moich ulubionych nauczycielek - Ronnie, która trochę bardziej rozwija temat mówienia i budowania pewności siebie.






Przejdźmy teraz do konkretów. Co robić, jeżeli gubimy się w tym, co do nas mówi druga osoba?

Alice, nauczycielka języka angielskiego, przytacza taką anegdotę:


One day I was preparing my students to go out and survey university students on campus. We were reviewing tips for speaking with native speakers.

Alice: “What do you say if someone says something you don’t understand?”
Students: “I’m sorry. Can you say that again?”
Alice: “Good. Now what do you say if you still don’t understand them?”
Students (in unison): “You say ’Thank you. Have a nice day’ and run away.”

Moja kolejna rada: pytaj, pytaj, pytaj i staraj się nie uciekać :) Często głupio jest nam pytać po raz drugi czy trzeci o tą samą rzecz. Ale warto pamiętać, że większości rozmówców naprawdę zależy na tym, żeby się z nami dogadać. Plus, duża część 'native speakerów' cieszy się, że podejmujemy wysiłek, żeby się z nimi porozumieć w ich ojczystym języku. Oni sami nie muszą się wtedy wysilać i próbować się z nami dogadać w jakimś innym języku ;)

O to, kilka przykładów pytań/sformułowań, które warto znać.

I’m sorry. Could you repeat that please?
I’m sorry I didn’t hear you. Could you please say that again slowly?
You said…. ?
Did you say X or Y?
Pardon?
Excuse me?
Say that again please?
I’m sorry, I don’t understand what ______ means.
I got confused. Can you explain that again?
I did not get it. What was that? 


Ronnie, w kolejnym video, tłumaczy jak zadawać pytania o słówka, których nie znamy.




A na koniec, video pokazujące, że  'native speakerzy' też uczą się nowych słówek. Przyjrzyjcie się, w jaki sposób zadają pytania i udzielają odpowiedzi. Do swoich tłumaczeń używają nie tylko słów, ale też gestów (Hugh Laurie dotyka swojej brody mówiąc o 'chin') oraz piosenek (patrz/słuchaj: Ellen na koniec nagrania).





Niektóre przydatne zwroty z video:

(Do) you know what __________ (flossing) means?
Really?
Did I mispronounce it?
Is is ___________ (ba-donka-donk)?
Like ___________ (chin)?
This is all one word?
None of this is helping.


I ostatnia rada na koniec: mów, opowiadaj, wrzeszcz, proś, przekonuj, tłumacz, marudź, krzycz, umawiaj się, relacjonuj, negocjuj, gawędź, rozpowiadaj, plotkuj, ujawniaj, wygłaszaj, zwierzaj się, gderaj, powiadamiaj i itp. itd co ci tylko ślina na język przyniesie J