wtorek, 22 września 2015

Labels

Krótkie video, zawierające 10 słówek i szczyptę feminizmu. Dobry sposób na powtórzenie lub utrwalenie słówek w tematyce osobowości (personality), a jeszcze lepszy sposób na prowokację ciekawych rozmów i  ćwiczenie speaking skills.



Słowniczek:
boss - czyli po prostu szef. Uwaga: boss to słówko raczej nieformalne, radziłabym ograniczyć jego użycie na rozmowie o pracę
bossy - despotyczny, rządzący się, narzucający własną wolę, władczy itp.
persuasive - przekonywujący
pushy - bezczelny, narzucający własne zdanie, arogancki
dedicated - oddany, zdolny do poświęceń
selfish - samolubny, egoistyczny
neat - schludny, staranny
vain - próżny
smooth - w slangu oznacza kogoś fajnego, prawie że doskonałego
show-off - chwalipięta czyli osoba lubiąca się popisywać lub chwalić. Uwaga: znacznie częściej używa się słówka show off jako czasownika czyli chwalić się, popisywać się czymś, np. Stop showing off and do your job albo TJ shows off her legs as she launches her modelling career.

wtorek, 15 września 2015

How to Choose the Right Uni

Wybór uniwersytetu to decyzja, którą każdy musi podjąć samodzielnie, a ten wpis jest jedynie refleksją nad punktami, które ja bym wzięła pod uwagę ponownie wybierając uniwersytet dla siebie.

System UCAS umożliwia złożenie podania na maksymalnie 5 kierunków (courses) na różnych uniwersytetach. Jeżeli składamy podanie na tylko jeden kierunek to zapłacimy 12 funtów. Jeżeli złożymy podanie na kilka kierunków to za całość zapłacimy 23 funty. Myślę, że druga opcja jest bardziej kusząca - nie tylko pod względem finansowym, ale także ze względu na to, że zwiększa nasze szanse dostania się na studia.

Najpierw jednak trzeba zdecydować się co chcemy studiować i gdzie chcemy studiować. W pierwszym przypadku jesteście zdani sami na siebie (ewentualnie plany rodziców), w drugim przypadku spróbuję wam podpowiedzieć, na co warto zwrócić uwagę przy wyborze. 

1. Mierz siły na zamiary.  To, co teraz napiszę wyda się oczywiste, ale od tego moim zdaniem trzeba zacząć. Realnie oceńcie sytuacje! Jeżeli generalnie macie czwórki, a od czasu do czasu wpadnie wam piątka, to nie wybierzecie się na Oxford. Ale możecie pomarzyć i wybrać chociaż jeden z uniwersytetów z górnej półki - może będziecie mieć szczęście, a może naprawdę przysiądziecie do matury. Potem, lepiej zejść na ziemię - przyglądamy się avarage tariff points i liczymy, ile punktów mniej więcej dostaniemy na maturze. Następnie, przechodzimy do planu B, a nawet C i zjeżdżamy na dół tabeli, gdzie znowu przyglądamy się avarage tariff points i wybieramy uniwersytet, który na pewno nas przyjmie. W ten sposób powinniście mieć wybrane przynajmniej 3 uniwersytety: wariant optymistyczny, realistyczny i pesymistyczny.



2. Między miejscem w rankingu a wymaganiami uniwersytetu. Warto szukać uniwersytetów, które mają niski avarage tariff points, w porównania do swojego miejsca w rankingu.



3. Jeżeli już mnie więcej wybraliście z rankingu szkoły, której was interesują to sprawdźcie je dokładniej. Wejdźcie na stronę szkoły i poszukajcie kierunku, który was interesuje. Zobaczcie, czy kierunek daje wam uprawnienia do wykonywania zawodu. Sprawdźcie, jakie dokładnie kwalifikacje (entry requirements) są potrzebne, żeby zostać przyjętym na dany kierunek (tylko dobre oceny? a może portfolio lub jakieś niewielkie doświadczenie zawodowe?) Sprawdźcie wysokość czesnego (tuition fee). Całe czesne na studia undergraduate jest pokrywane z pożyczki studenckiej, ale i tak lepiej to sprawdzić.



4. Będąc przy finansach, sprawdźcie czy szkoła oferuje jakieś zniżki na czesne (bursary). Ze zniżkami na czesne jest fajna sprawa, ponieważ są one zwracane do kieszeni studenta, nawet jeżeli czesne w całości zostało zapłacone przez pożyczkę studencką.



5. Porozglądajcie się czy uniwersytet jest przyjazny studentom z zagranicy. Najważniejsze są darmowe kursy angielskiego. 



6. Zadawajcie pytania. Konsultanci są po to, żeby wam pomóc. Dodatkowo, jeżeli konsultanci są mili, pomocni i szybko odpowiadają na maile, to bardzo prawdopodobne, że wasi wykładowcy też tacy będą.

7. Lokalizacja. W mniejszych miejscowościach będzie taniej. Z wielkich miast będzie wam łatwiej dojechać do domu na święta (najprawdopodobniej polecicie samolotem). W miastach turystycznych łatwiej znajdziecie prace. W Londynie będzie droga, a komunikacja miejska jest zatłoczona, ale łatwiej będzie wam ze znalezieniem pracy, no i rozrywek też jest więcej.


wtorek, 8 września 2015

European Bookshops: Shakespeare & Company - Vienna


I miss writing in English so much that I decided that I am going to write this post in the language of the beloved-by-many, yet despised-by-some Queen of England.

This is a story which will hopefully be a part of a bigger collection about English libraries and bookshops around Europe. I love reading books and I am very keen on travelling, so I made a decision to combine those two into a lovely, easy-to-read post.

Let me start by saying that I explore Vienna (the capital of Austria) frequently. However, my boyfriend always says that I visit Vienna way too rarely. It is a matter of perspective – Vienna is a hometown for him, but just a place on a map for me.

Every time I stay in Vienna, I need to use a bus, tram or tube service. Driving a car in a big city terrifies me, so willy-nilly I take advantage of public transport, which by the way is very good in Vienna – quite cheap, convenient and frequent. Anyway, when I wait for a bus or I am on a bus already, it usually occurs to me that I have plenty of time and I start to wish that I had a book with me. My knowledge of German is shameful, so a simple corner bookshop won't do. I have to find a bookshop which will provide me with English books quickly and for reasonable price.

I knew one pretty nice bookshop in the very centre of Vienna, close to St Stephan Cathedral, but I truly hated breaking through crazy crowds of tourists there. As a result of my laziness and unsocial behaviour, I did a quick search on the Internet and later found this charming, family-run bookshop, called Shakespeare & Company.
It's the best, most alluring, irresistible, traditional bookshop I have discovered so far. Located in the old part of Vienna, hidden in the narrow, historic street the bookshop is just unique. It has a perfect ambience of knowledge and adventure hovering in the air.

However, when I was standing in front of its display, I wasn't convinced yet. I am too old (erh mature) to judge a book by its cover. Life taught me that it leads to a bitter disappointment. At last, I opened a door with a pounding heart in my mouth.



The first thing that I got was the smell. This terrific smell of paper, dust and mould which only a connoisseur of literature will appreciate. I was gazing at shelves full of books, endless ceiling-tall bookcases. 'Oh my tiny heaven' – I whispered to myself. When I snapped out of my blank amazement, I started to look through the books, but the choice was overwhelmingly enourmous. I shyly asked the shop assistant for her help. I am glad I asked, because she knew her little kingdom of books well and one could tell that she was pleased to talk about different genres and authours for hours. She just added another colour to the place.


To sum up, if you ever go to Vienna and you have a special place in you heart for traditional, paper books, then you definitely need to treat yourself to the experience of book shopping in Shakespeare & Company. It is a wonderful experience, but be aware of you wallet getting a lot lighter.




wtorek, 1 września 2015

D.E.A.R stands for Drop Everything And Read

Czasami zastanawiam się dlatego czytanie książek po angielsku nie było ode mnie wymagane przez polskie nauczycielki języka angielskiego. Natomiast, jedną z pierwszych rzeczy, które robiliśmy na początku roku, rozpoczynając lekcje w Anglii (jakikolwiek poziom) było: albo zapoznanie ze szkolną biblioteką (i obowiązkowe wypożyczenie kilku książek), albo utworzenie tzw. Reading Diary, w którym każdy powinien mieć wpisaną co najmniej jedną przeczytaną książkę miesięcznie.

Zaraz, ktoś się pewnie oburzy, że przecież w Londynie jest znacznie łatwiej dostać angielską literaturę i jest ona relatywne tańsza. A jednak, dla chcącego nic trudnego. Jest allegro i insze giełdy używanych książek, plus wiele książek można znaleźć w formacie pdf. 

Dla tych, którzy boją się od razu skoczyć na głęboką wodę i zanurzyć w angielskiej literaturze pięknej, polecam serie książek McMillan Readers i Penguin Readers. Książki tych wydawnictw są zwykle adaptacjami słynnych powieści, które zostały dostosowane do 6 poziomów zaawansowania. Tak więc, nawet początkujący znajdą dla siebie coś do poczytania na dobranoc. Niestety, wadą tych książek jest zwykle ich cena, więc jeżeli komuś niekoniecznie zależy na oryginale, polecam zajrzeć w zęby gryzonia, np. tu i tu.

Tym, który chcieliby spróbować popływać w literaturze, polecam wody amerykańskie najpierw. Być może to jest moje subiektywne wrażenie, ale proza amerykańska wydaje mi się być nieco łatwiejsza od brytyjskiej.

Na pierwszy raz polecam ulubienice nastolatków i Hollywood (niestety) - Stephanie Meyer. Ekranizacje jej książek pozostawiają wiele do życzenia, a i same książki nie są najwyższych lotów, ale właśnie przez to łatwo i przyjemnie się je czytana.




Szczególnie zła jestem na ekranizacje The Host i tłumaczenie tytułu na język polski jako Intruz. Książkę przeczyłam szybko, w około dwa dni, bo po prostu mnie wciągnęła. Tak jak film był mdły jak kilo cukru i płaski jak Holandia, tak książka miała wiele warstw i czasami doprowadzała do płaczu jak.. cebula :) Hollywood zdaję się uwielbiać Meyer's za to, że w jej książkach wszystko wydaje się kręcić wokół miłości i wampirów. Wampirów w The Host - brak, ale miłości jest cała masa. Niestety, Hollywood uznaje tylko miłość romantyczną, czasami jeszcze rodzicielską i tak własnie zbudowany jest film. Natomiast, książka ukazuję pełen wachlarz miłości: miłości namiętną i romantyczną, bezwarunkową i trudną, z poczucia obowiązku i z zaangażowania, która zabija, żeby chronić i która rodzi się z nienawiści. Do tego w książce mamy nienawiść, zazdrość, pożądanie, strach, niepewność, chęć zemsty, osamotnienie, potrzebę przyjaźni i zaufania.. ta mieszanka naprawdę wciąga.

Meyer unika moralizowania, ale książka rodzi i pozostawia w głowie sporo pytań. A literatura dająca do myślenia to moim zdaniem dobra literatura, więc zapraszam do czytania :)

Tutaj, znajdziecie początek (prologue) książki The Host, dzięki któremu, mam nadzieję, zobaczycie jak łatwo i przyjemnie czyta się powieści w oryginale. A tutaj, cała książka w pdf. 


Dodatkowo do poczytania:





niedziela, 8 marca 2015

Rock, Paper, Scissors, Lizard, Spock

Stara wersja gry kamień, papier, nożyce została udoskonalona poprzez dodatnie dwóch nowych elementów: jaszczurki (lizard) i Spock'a (wiecie, tego ze Star Trek'a). Grę polecam to podejmowania 'trudnych' decyzji, typu: idziemy do kina we wtorek czy środę, ale też do ćwiczenia czasu Present Simple dla tych, którym ciągle 'zapomina się' o s w 3 os. l. poj.


A oto instrukcja rysunkowa 'udoskonalonej' gry.



Czyli:

Scissors cut paper.      
Uwaga: Czasami używamy rzeczownika w liczbie mnogiej dla określenia jednej rzeczy. Tak właśnie dzieje się w przypadku scissors (nożyczki), glasses (okulary), trousers (spodnie), jeans itd. Gramatyka angielska działa tu mniej więcej tak jak gramatyka polska. Czyli po polsku powiemy: Nożyczki ostre, a po angielski: Scissors are sharp. Mamy na myśli jedną rzecz, ale odmieniamy czasownik tak jakbyśmy mówili o liczbie mnogiej. Inny przykład: These trousers do not belong to me lub Scissors do not crush lizard.
Paper covers rock.
Rock crushes lizard.          
Uwaga: Do wyrazów zakończonych w bezokoliczniku na: -ss, -x, -sh, -ch; np. pass, fix, crush, watch, dodajemy końcówkę -es zamiast samego -s. Inaczej ciężko byłoby nam je wymówić. I tak mamy: passes, fixes, crushes, watches
Lizard poisons Spock.
Spock smashes scissors.
Scissors decapitates lizard.
Lizard eats paper.
Paper disproves Spock.
Spock vaporises rock.
Rock crushes scissors.


Mały słowniczek:

to cut - ciąć, kroić
to cover - okryć, przykryć
to crush - zgnieść
to poison - otruć, zatruć
to smash - rozbić, miażdżyć
to decapitate - ściąć komuś głowę
to eat - jeść
to disprove - obalać np. jakąś tezę
to vaporise - parować, zamienić w pył


Filmiki instruktażowe z Sheldonem z Big Bang Theory.








niedziela, 1 marca 2015

Couch to 5K

Podobno cała Polska biega lub jeździ na rowerze. Podobno...

Tym, którzy chcieliby zacząć biegać, ale bliżej im do couch potato niż exercise freak, chciałabym polecić program, który mnie wciągnął w bieganie i sprawił, że byłam w stanie przebiec 5 kilometrów po 10 tygodniach ćwiczeń. 

Moim zdaniem, program jest świetny, ponieważ po pierwsze: pozwala ci zacząć od naprawdę niskiego poziomu, po drugie: masz jasno wyznaczony cel, z dokładnie określonym czasem na jego wykonanie, po trzecie: jesteś w stanie monitorować swoje postępy i obserwować jak tydzień po tygodniu twoje możliwości wzrastają, po czwarte: czujesz się tak jakbyś biegał z osobistym trenerem; wystarczy, że ściągniesz nagranie na mp3 i nie musisz się już o nic martwić, po piąte: nagranie jest promowane przez NHS (czyli taki brytyjski odpowiednik NFZ), co pozwala sądzić, iż jest one bezpieczne i rozsądnie zaplanowane, po szóste: możesz troszkę poćwiczyć swój angielski wsłuchując się w to co do ciebie mówi trenerka. Chyba koniec już tego zachęcania :)

Przejdźmy to tego jak to działa. Tytuł programu to: Couch to 5K czyłi z kanapy do 5 kilometrów.
Uwaga: K jest skrótem od thousand i podobno pochodzi z języka greckiego. Przykłady użycia: The 10K run is a long-distance road running competition over a distance of ten kilometres. lub My husband earns 40K a year. lub How much a month would a 120k house cost over a 25 year mortgage on a combined income of 45k a year.

Program jest zaplanowany tak, abyś zaczynając od zera (czyli zejścia z kanapy), ćwicząc 3 razy w tygodniu po około 30 minut, był w stanie przebiec w całości 5 kilometrów w 9 tygodniu ćwiczeń. Jeżeli jednak z jakiegoś powodu nie uda ci się dokończyć jednego z tygodni, powtarzasz go do skutku (czyli zwykle jeszcze 1 tydzień lub 2) i dopiero potem przechodzisz do ćwiczeń z następnego tygodnia. I tak w moim przypadku, cały program zajął mi 10 tygodni, ponieważ powtarzałam tydzień 6. Ważne jest, żeby ćwiczyć regularnie, zostawiając sobie dzień przerwy na zregenerowanie między treningami, czyli NIE ćwiczymy poniedziałek, wtorek, środa a potem cztery dni przerwy do następnego treningu, ale staramy się ćwiczy np. w poniedziałek, potem jeden dzień przerwy, trening w środę i znowu dzień przerwy i tak dalej.

Plan treningu wraz z nagraniami możecie ściągnąć z tej strony: Couch to 5K running plan.

Dla lepszej orientacji, jak wygląda program, zamieszczam plan pierwszych trzech tygodni pod spodem. 

Tydzień 1: zaczynamy od 5 minutowej rozgrzewki czyli szybkiego marszu, potem zaczynamy 60 sekundowy, niezbyt szybki bieg, po którym przechodzimy w szybki 90 sekundowy marsz. I tak na zmianę. Ale tak jak pisałam wcześniej, wcale nie musicie martwić się o patrzenie na zegarek, ponieważ pani z nagrania zawsze powie wam kiedy robić co. Kończymy 5 minutowy marszem, który ma za zadanie nas schłodzić.

Tydzień 2: znowu zaczynamy od 5 minutowej rozgrzewki, a potem na zmianę 90 sekund biegu i 2 minuty marszu.

Tydzień 3: najpierw rozgrzewka, a potem dwa cykle: 90 sek biegu i 90 sek marszu i dwa cykle: 3 min. biegu i 3 min. marszu.

I tak dalej, aż dojdziecie do 30 min. nieprzerwanego biegu.

Warto też zajrzeć na stronę NHZ, ponieważ oferuje ona wsparcie innych biegaczy (i możliwość ćwiczenia pisania po angielsku) oraz pomocne rady (czyli ćwiczmy reading comprehension).

Powodzenia! :)

niedziela, 22 lutego 2015

Game, Facebook, Google

Pomysł na ten post powstał z mojego ulubionego komiksu, a rozrósł się do takich rozmiarów, że w końcu musiałam powiedzieć basta i podjąć trudną decyzję, iż skupię się tylko na trzech (chyba większości dobrze znanych) słowach: GAME, FACEBOOK, GOOGLE.

Ale od początku, czyli od narodzin pomysłu. Przedstawiam wam Nemi, bohaterkę kreskówki publikowanej w darmowej gazecie Metro. Nemi, dawno temu, towarzyszyła mi w moich porannych podróżach do pracy w centrum Londynu. Nemi – to ta w czarnych włosach.




Też tak macie?

Popatrzmy z bliska na to co mówi Nemi: ‘I am gaming at the same time’

Idealny przykład czasu Present Continuous, który między innymi służy do wyrażania czynności, którymi zajmujemy się ‘teraz’. To, co jest dla mnie najbardziej ciekawe w tym zdaniu, to czasownik użyty w zdaniu: game.

Pamiętacie ze szkoły zdanie: ‘I play computer games.’, w nowszej wersji: ‘I play video games.’? Dlaczego nie uczono nas mówić: ‘I game.’, tylko ‘torturowano’ znacznie dłuższymi zdaniami? Ponieważ w oficjalnym/formalnym języku angielskim, występują tylko dwa znaczenia game, jako czasownika.


game
 [geym] 
verb (used without object)
19.
to play games of chance for stakes; gamble.
verb (used with object)
20.
to squander in gaming (usually followed by away  ).

Formalne znaczenie słowa game, jako czasownika znaczy mniej więcej tyle, co grać o pieniądze, uprawiać hazard, marnotrawić/roztrwonić coś (zwykle pieniądze) podczas gry.

Jednak według słowników zajmujących się slangiem oraz przeglądając wypowiedzi internautów, można dojść do wniosku, że słówko game, nabrało, jako czasownik całkiem innego znaczenia, niemającego nie wspólnego z hazardem. Na przykład słownik urbandictionary.com definiuje game po prostu, jako ‘gra w grę’:

game 
1) (n) something you play, usually a competitive activity 
2) (v) to play a game (see def. 1) 
Więcej przykładów:

Go away! I am gaming.
Do not disturb, I am gaming.
I am gaming BO2.
I am gaming till I die.
Why do I game?
What is making my computer slow when I am gaming?
Maybe it was a full moon, but last night I gamed with so many idiots.

Podobnie jest ze słówkami google i facebook. Znowu, chyba większości osób nie muszę tłumaczyć ich znaczenia, jako rzeczowniki, ale troszkę mniej osób wie, iż stał się one także czasownikami. I tak mamy:

Last night I didn't get any work done because I was looking at facebook all night! Albo
Last night I didn't get any work done because I was facebooking all night!

Hey I was on Facebook today and after I read the news feed I learned that Megan's relationship is now complicated and Jen just wrote on Cindy’s wall! Albo
Hey I facebooked a little today and after I read the news feed I learned that Megan's relationship is now complicated and Jen just wrote on Cindys wall!

What are you, antisocial? Everybody does Facebook now! Albo What are you, antisocial? Everybody facebooks now!

I will use google before asking dumb questions. Albo I will google before asking dumb questions.

If you don't know what something is, google it. Albo If you don't know what something is, look it up on Google.

I googled for a serial to Windows XP, but I found a German porn site instead. (google łączy się z for, tak samo jak search for czy look for).


Tak jak pisałam na początku, mój post dotyka tylko czubka góry lodowej i pokazuje jeden mały aspekt tego jak język się zmienia i w tym danym przypadku skraca i upraszcza.

Przygotowując się do napisania tego postu, zerknęłam na stronę BBC, na której omawiane są nowe słowa języka potocznego.

Znajdziecie tam rozszerzone wpisy (plus listening'i) omawiające słówka:
To google
Facebook 
Tweet
I z inne beczki, ale za to jedno z moich ulubionych D'oh :)

Dla tych, którzy są zainteresowani tym jak internet wpływa na zmiany w języku angielskim, krótkie video od Profesora David'a Crystal'a.




Dla tych, którym temat jeszcze się nie znudził polecam artykuł z The Guardian, zatytułowany: 'The 10 bestwords the internet has given English'.

A na tej stronie możecie dowiedzieć się jakie słowa zostały dodane w każdym miesiącu do Oxford English Dictionary.